Czym jest edukacja?
Alternatywa dla niewydolnego szkolnictwa państwowego. Samodoskonalenie i samokształcenie, a także przygotowywanie siebie i swych dzieci na wyzwania tego świata.

Posty: 1   •   Strona 1 z 1
Avatar użytkownika
krzysiek4
Przyjaciel
 
Posty: 2706
Dołączył(a): poniedziałek, 27 sty 2014, 17:58
Lokalizacja: Peloponez

Czym jest edukacja?

przez krzysiek4 » poniedziałek, 17 lip 2017, 10:47

Program nauczania elit – napisy PL – John Taylor Gatto

https://youtu.be/-3_jZ-diQ0g



Czym jest edukacja? Program nauczania elit

Chciałbym zacząć od opowiedzenia o wydarzeniu, które zmieniło moje życie. Chodzi o zwykłą czynność nauki jazdy samochodem. Tego dnia dowiedziałem się, że w nauce nie ma nic trudnego i ta wiedza, ku mojej satysfakcji, sprawdza się od 30 lat odkąd uczę w szkole w Nowym Jorku. Że odkąd dziecko dostosuje się do procesu uczenia, nic nie jest dla niego za trudne, nawet zaawansowane rachunki. Jeśli brzmi to jak zbyt pochopny osąd, chciałbym przypomnieć, że Jaime Escalante, nauczyciel z Kalifornii, do którego należał stanowy rekord w liczbie uczniów rokrocznie zdających zaawansowane testy z rachunków, uczył wyłącznie dzieci meksykańskich imigrantów i dzieci z getta w Los Angeles; że rok po roku Escalante był numerem jeden w stanie Kalifornia, ucząc zaawansowanych rachunków dzieci, które nigdy nie jadły z obrusa i nie miały żadnych edukacyjnych tradycji.

Tak więc, kiedy miałem dwanaście lat nauczyłem się prowadzić, co mnie zaskoczyło. Pewnego dnia w 1947 roku spędzałem czas w drukarni dziadków, kiedy nagle wujek odezwał się do mnie: „Przejedźmy się razem, Jackson”, bo tak mnie wtedy nazywali, i w następnej chwili mknęliśmy drogą wzdłuż rzeki, przez miasteczko Monongahela, gdzie dorastał też Joe Montana, niebieskim kabrioletem Buick Roadmaster, na który wydał wszystkie pieniądze odłożone w czasie służby w armii. Dojechaliśmy więc do drogi nad rzeką, gdzie zawsze było pusto, i wtedy powiedział do mnie „Już czas, żebyś nauczył się prowadzić.” Miałem wtedy dwanaście lat. Złapał mnie za kark i zmusił do spojrzenia na pedały, mówiąc „kwadratowy hamuje, długi rusza, skręcasz kierownicą w lewo, kiedy chcesz jechać w lewo, a w prawo, gdy chcesz jechać w prawo. To wszystko. Jakieś pytania?” Byłem oniemiały. Powiedział „Dobrze, to wszystko, zamieńmy się miejscami.” Byłem przerażony, jak chyba każdy by był na moim miejscu. Jak więc mi się udało? Z początku jechałem slalomem wzdłuż środkowej linii. Ale zawsze, kiedy to robiłem, wuj uderzał mnie po głowie. Przestałem więc. Wujowi najwyraźniej wydawało się, że każdy rodził się z wiedzą jak prowadzić i zdawało się nierozsądnym zaprzeczać mu. Chciałbym zwrócić uwagę na analogię między umiejętnością prowadzenia samochodu, kiedy życie jest narażone na szwank przy najmniejszym braku uwagi a faktem, że wszyscy nabywają ją zwykle w 20 czy 30 godzin. Umiejętności czytania czy obsługi komputera, które są fizycznie niegroźne, wszystkie są tak łatwe do nauczenia, że nie ma co robić z tego wielkiej sprawy.

Mówi się o krytycznej sytuacji jeśli chodzi o czytanie w Stanach Zjednoczonych, jednak jezuicki duchowny, Paul Ferrara, chodził na wzgórza Ameryki Południowej i uczył czytać farmerów, którzy od pokoleń nie mieli z tym do czynienia, uczył ich czytać w 30 godzin. Nigdy nie zabierało to więcej czasu, a oni chętnie się uczyli. Ponieważ pierwszym zdaniem, które nauczył ich czytać było „ziemia należy do mówiącego”, czego nauczyli się od razu i nikt z nich tego nie zapomniał. Każdy ekspert powie, że to niebezpieczne, żeby pozwolić dwunastolatkowi prowadzić samochód, jednak każdy ekspert powie również, że dwunastolatek nie umiałby dowodzić okrętem wojennym, płynącym z zachodniego brzegu Ameryki Południowej, dookoła przylądku Horn, do Bostonu, a jednak pierwszy w historii admirał United States Navy [Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych], David Farragut, właśnie tego dokonał. W 1815 przejął dowodzenie okrętem i posterował nim z powrotem, z wrogą załogą na pokładzie. Dopłynął z powrotem do Bostonu w 1815. Każdy wie, że dwunastolatek nie potrafi zarządzać dochodową gazetą, a jednak dwunastoletni Thomas Edison właśnie to zrobił w latach sześćdziesiątych – stworzył gazetę przy pomocy zniszczonej prasy drukarskiej, którą ktoś wyrzucił, i dostarczał pasażerom pociągów jeżdżących na długie dystanse wiadomości o wojnie cywilnej. Proszę zauważyć, że nie rywalizował on bezpośrednio z dużymi dziennikami, skupiał się na konkretnej grupie odbiorców i przekazywał im jeden rodzaj wiadomości, wiadomości wojenne, które znał, ponieważ pociąg miał zamontowany telegraf. Dostarczał więc wiadomości o bitwach i ruchach oddziałów wojska, zanim jeszcze miejskie gazety wydawały swoje numery. Edison, w wieku dwunastu lat, zarobił małą fortunę na tej gazecie i pewnie pozostałby przy tym, ale jednocześnie robił eksperymenty chemiczne na tyłach pociągu, co któregoś dnia doprowadziło do wybuchu pożaru i zaniechania eksperymentów w tym miejscu. Około rok temu, w 1997, dziesięcioletnia dziewczynka była na okładce New York Timesa ponieważ wymyśliła i przeprowadziła eksperyment, który dowodził, że nowa dochodowa metoda leczenia jest fałszywa. Jakiś czas temu ktoś naprawił teleskop Hubble’a, który miał wadę soczewki, ktoś wymyślił jak dostarczyć tam soczewkę korekcyjną i naprawił go. Ten właśnie człowiek kierował traktorem, orząc pola na rodzinnej farmie, już w wieku pięciu lat. Wszystkie te historie zmuszają nas do zastanowienia się nad tym, czego dzieci potrafią się nauczyć. Wspólną cechą wyedukowanych ludzi jest to, że potrafią poddać coś w wątpliwość, nie wierzą we wszystko, co się im mówi, jednak szkoły nie są zdolne do pomocy w rozwijaniu tej zdolności z powodu strachu, że zostanie poddana w wątpliwość sama idea obowiązku szkolnego.

Chciałbym opowiedzieć historię, której byłem naocznym świadkiem, jest to historia sprzed dwóch lat. W północnozachodnim zakątku znanej wyspy, daleko stąd – zwykle nie mówię jaka to wyspa, ale skoro byłem w kościele to przyznam, że to Hawaje – wyspa, na której 80% zatrudnionych pracuje dla amerykańskiego rządu. Z dala od plaż Hawaje są jednym z najbardziej depresyjnych miejsc na Ziemi. Ludzie – nie mam tu na myśli turystów czy tymczasowych mieszkańców – są wymęczeni, wszyscy zatrudnieni przez rząd. A więc, w północnozachodnim rogu O’ahu sześćdziesięcioletnia kobieta sprzedaje ze starej ciężarówki porcje krewetek z ryżem. Ta ciężarówka, razem z wyposażeniem służącym do gotowania, jest pewnie warta nie więcej niż 5000 dolarów i ma przynajmniej 20 lat. Nazwijmy to jej kapitałem początkowym, 5000 dolarów, i myślę, że mogę nawiązać do mojej wczorajszej wypowiedzi o niezależnym życiu. Z tej ciężarówki kobieta sprzedaje krewetki z ryżem, po 9,95, ale to duże porcje i są przepyszne. Sprzedaje też hot dogi dla dzieci i napoje w puszkach, to wszystko. Pozwolenie na prowadzenie tej działalności kosztuje ją 1200 dolarów rocznie, niewiele ponad trzy dolary dziennie. Ukończyła liceum i ma miły uśmiech. Parkuje ciężarówkę na żwirowym podjeździe, z dala od głównej drogi, w miejscu, gdzie w okolicy nic nie ma, a jej jedyną reklamą jest wypisany odręcznie znak ustawiony przy autostradzie, głoszący „porcja krewetek – $9,95”. Tego dnia, kiedy stanąłem w kolejce po krewetki było przede mną pięcioro klientów, którzy kupili 14 porcji i 14 puszek napoju, nim przyszła moja kolej. Wszystkie te transakcje zabrały 12 minut, miałem przy sobie zegarek. Nagle poczułem się zaintrygowany zarobkami tej skromnej kobiety. Następnego dnia wróciłem tam i zaparkowałem kawałek dalej, żeby móc obserwować ciężarówkę, ale jednocześnie nie przeszkadzać. W dwie godziny kobieta sprzedała 41 porcji krewetek, 41 napojów i koło 10 hot dogów. Tydzień później wróciłem znowu i zaobserwowałem podobną sytuację. Moja żona jest absolwentką znanego instytutu gastronomicznego i była tak miła, że oszacowała dla mnie, że 7 dolarów z 10,95 stanowiło pewnie czysty dochód. Później zagadałem do sprzedawczyni krewetek, która, jak się szczęśliwie okazało, uwielbiała opowiadać o swoim biznesie. Pracuje 56 godzin tygodniowo, nie ma wakacji z wyjątkiem Bożego Narodzenia i Wielkanocy, i średni sprzedaje 100 do 150 porcji, jej rekordem jest 350. Kiedy nie ma ochoty pracować, czyli całkiem często, zastępuje ją jedna z trzech córek. Nie spytałem wprost o jej dochody, ale bazując na tym, co mi powiedziała o sprzedaży i godzinach otwarcia obliczyłem, że musi zarabiać przynajmniej ćwierć miliona dolarów, sprzedając krewetki z pordzewiałej ciężarówki. Nie jest zainteresowana rozwijaniem firmy, a zauważyłem, że wszyscy jej klienci, łącznie ze mną, wydawali się zadowoleni z bycia tam, rozmawiania i żartowania z właścicielką, a ona wyglądała na zadowoloną z życia. Teraz wie pan coś o mnie, prowadzącym samochód, coś o sprzedawczyni krewetek z odległej wyspy, i zanim zaczniemy rozmowę o edukacji chciałbym opowiedzieć ostatnią historię, o trzynastoletnim chłopcu pochodzenia grecko-amerykańskiego, którego nazwę Stanley, ponieważ jestem w kościele, nazwę go Stanley, bo tak ma na imię. Stanley przychodził do szkoły, był w mojej klasie, tylko raz na miesiąc. Uchodziło mu to na sucho, bo byłem jego wychowawcą i go kryłem. Nie robiłem tego by zadzierać z prawem, ale dlatego, że Stanley wytłumaczył mi gdzie spędzał czas, a ja zgodziłem się, ponieważ było to bardziej rozwojowe niż to, co działo się w szkole.
Okazało się, że Stanley miał 5 ciotek i wujków. Każdy z nich prowadził własny biznes przed ukończeniem 21. roku życia, dlatego chciał podążyć ich śladami, ale nie wiedział do końca czyimi. Jedna osoba pracowała w kwiaciarni, jedna zajmowała się konstrukcją surowych mebli, jedna była właścicielem delikatesów, jedna właścicielem małej knajpki a jeszcze inna prowadziła usługi kurierskie. Kiedy Stanley opuszczał lekcje, wykonywał różne prace u ciotek i wujków nie dostając za to ani grosza. Pracował u jednego krewnego, potem u następnego i tak dalej. Chodził od sklepu do sklepu i pracował za darmo w zamian za możliwość poznania biznesu. „Panie Gatto” powiedział, „dzięki temu mam szansę zdecydować, jaką branżę obrać w przyszłości. Proszę powiedzieć, jakie książki mam przeczytać i je przeczytam, ale nie mogę marnować czasu w szkole, chyba że chcę skończyć jak cała reszta” dokładnie tak powiedział, „pracując dla kogoś innego”. Kiedy to usłyszałem, nie mogłem z czystym sumieniem zamknąć przed nim drzwi.

Nauka jazdy, dorabianie się na wykonywaniu pożytecznej pracy, nauka niezależnego handlu – czy zauważyliście, że mówiłem o tym, z jaką łatwością można wykonywać i nauczyć się tych trzech rzeczy, o ile osoba ucząca się bierze na siebie odpowiedzialność, potrafi zachować otwarty umysł oraz ma czas i środki aby dotrzeć do celu. Nie zezwala się, aby szkoła oferowała większości z nas właściwe wsparcie czy poświęcała nam czas. Powodem są zasady ustanawiane z dala od sal lekcyjnych; szkoła nie mogłaby zaoferować tego rodzaju wsparcia nawet jeśli by chciała.

Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz – nauczanie w szkole nie jest edukacją. Z łatwością można zrekompensować braki w nauczaniu, ale w żadnym razie nie można zrekompensować szkód spowodowanych brakiem wykształcenia, chyba że jesteś gotów doświadczyć bólu, wysiłku i smutku. Bez wykształcenia jesteś po prostu mniej wartościowy niż mógłbyś być w rzeczywistości.

Całość;
http://trivium.wybudzeni.com/ostatnio-dodane/

-
Co­kol­wiek będzie, co­kol­wiek się sta­nie, Jed­no wiem tyl­ko: spra­wied­li­wość będzie, Jed­no wiem tyl­ko: Pol­ska zmartwychwstanie.

Posty: 1   •   Strona 1 z 1

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Teraz jest niedziela, 19 lis 2017, 15:50